Halka

Opera w 4 (2) aktach

LIBRETTO: Włodzimierz Wolski
PRAPREMIERA: Warszawa, Teatr Wielki, 1 I 1858
(pierwotna wersja: Wilno, 1 I 1848)

Halka: Paulina Rivoli, sopran;
Janusz: Adam Ziółkowski, baryton;
Jontek: Julian Dobrski, tenor;
Zofia: Kornelia Quattrini, mezzosopran;
Stolnik: Wilhelm Troszel, bas;
Dziemba: Jan Stysiński, bas;
Dudarz: Napoleon Lucas, baryton;
Góral: Aleksander Mystkowski, tenor;
Dwaj Szlachcice: tenor i bas

TREŚĆ. Akt I. Stolnik świętuje uroczyście zaręczyny swej córki Zofii z bogatym Januszem (Polonez: Niech nam żyje para młoda). W chwili gdy młodzi przyjmują ojcowskie błogosławieństwo (tercet: Pobłogosław, ojcze, panie), z oddali dobiega żałosny śpiew dziewczyny (Jako od wichru krzew połamany), budząc zakłopotanie Janusza. Tylko on rozpoznał głos Halki – lecz kim jest Halka? Zofia, chcąc w tak pięknym dniu uszczęśliwić cały świat, pragnie i ją zaprosić. Wówczas dopiero Janusz odkrywa przed nami swój brzydki sekret: pewnego dnia, znudzony wiejskim życiem, zabawił się z jedną ze swych dziewek (Skąd tu przybyła – Czemuż mnie w chwilach), która żywi doń odtąd szaloną namiętność. Wchodzi Halka ze smutną piosenką na ustach, widząc Janusza rzuca mu się na szyję, nagle spokojna i szczęśliwa (duet: Mnie Jontek mówił). Niezdolny wyznać prawdy, Janusz umawia się z nią za miastem, pod krzyżem, nad Wisłą. Ledwo zdążył pozbyć się nieszczęsnej dziewczyny, pojawiają się Stolnik i goście. Stolnik uroczyście dziękuje wszystkim (O, mościwi mi panowie), po czym zarządza dziarskiego Mazura.

Akt II. Halka błąka się po ogrodach zamku Stolnika. Wprawdzie szuka też swego przyjaciela, beznadziejnie w niej zakochanego górala Jontka, jej myśli krążą jednak tylko wokół Janusza (O jakże bym klęczeć już chciała – Gdyby rannym słonkiem), Jontkowi zarzuca zaś nadmierną nieufność wobec panicza. Jontek nie ma żadnych złudzeń (I ty mu wierzysz?). W tym momencie radosny zaręczynowy gwar dociera wreszcie do uszu Halki. Zrozpaczona, rzuca się ku zamkowym wrotom, krzycząc, że Janusz jest ojcem jej dziecka. Jontek próbuje wyprowadzić ją za bramę, lecz goście już się zbiegli, zwabieni jej krzykiem. Straszliwie zmieszany Janusz błaga Jontka, by go uwolnił od Halki, obiecując sutą nagrodę. Na szczęście Stolnik i Zofia dają wiarę jego słowom, gdy zapewnia, że Halka postradała zmysły, co potwierdza jej nieprzytomny wzrok. Dziemba, zaufany Stolnika, bezceremonialnie wyprasza Halkę i Jontka.

Akt III. W górskiej wsi należącej do Janusza po nieszporach wieśniacy plotkują o amorach swego pana (chór: Po nieszporach, przy niedzieli), po czym rzucają się w taniec (Tańce góralskie). Pojawia się Jontek, prowadząc oszalałą z rozpaczy Halkę (Wracam z miasta od panicza). Osłupiałym na jej widok góralom opowiada wszystko, czego był świadkiem (Przyszliśmy właśnie w zaręczyn chwilę), podczas gdy nieprzytomna Halka powtarza swoją skargę.

Akt IV. Jontek waruje przed małym, górskim kościółkiem, gdzie ma się odprawić ślub Zofii z Januszem, drżąc na myśl o Halce, która także się tu wybiera (Nieszczęsna Halka gwałtem tu idzie). Przed kościołem stoi Dudarz, któremu młody góral zwierza swe cierpienia (Szumią jodły). Góralom nie udało się powstrzymać nieszczęsnej dziewczyny, która siada przed kościołem, czekając na fatalny orszak. Dziemba rozkazuje wieśniakom, by radośnie powitali państwa młodych (chór: Powitajmy ich wesoło). Zofia i Stolnik rozpoznają dziewczynę, która zakłóciła zaręczyny (Biednaż ja, biedna dziewczyna), los nadal jednak sprzyja Januszowi, gdyż jej obecność nie budzi w nich podejrzeń. Jontek próbuje wyrwać Halkę z otępienia (duet: Więc widziałaś?), dla Halki jest już jednak za późno. W chwili gdy z kościoła dobiega wspólna modlitwa (Ojcze z niebios), nieszczęsna zrywa się na równe nogi, pewna, że jej dziecko umiera (Ha, dzieciątko me umiera – O, mój maleńki). Ogarnięta szałem, chce podpalić kościół, reflektuje się jednak: nie może przecież zabić tego, którego kocha. Przebaczywszy Januszowi, biegnie ku rzece i rzuca się w odmęty, wymykając się Jontkowi. Dziemba zadba o to, by ten przykry incydent nie zakłócił radosnego nastroju.

HISTORIA. Po wileńskiej publikacji dwóch pierwszych Śpiewników domowych (1843, 1845) Moniuszko pojechał do Warszawy, gdzie poznał młodego poetę, „radykała” Włodzimierza Wolskiego. Ukończył on właśnie poemat Halszka, oparty na noweli Góralka, spisanej wedle ludowej opowieści przez Kazimierza Władysława Wójcickiego w jego zbiorku Stare gawędy i obrazy (1840). Poemat padł oczywiście ofiarą cenzury, Wolski zasugerował wszakże, by go przerobić na libretto. Dyskusje na ten temat, wiedzione z udziałem krytyka Józefa Sikorskiego i etnografa Oskara Kolberga, zrodziły pierwszą wersję dzieła w 2 aktach, zwaną „Halką wileńską”. Sikorski niezwłocznie zaniósł partyturę dyrekcji Opery warszawskiej (dyrektorem był wówczas Tomasz Nidecki), która najpierw ją przyjęła, później jednak odstąpiła od tego projektu. Prawykonanie odbyło się zatem w salonach Müllerów w Wilnie, w wersji koncertowej, światła rampy pierwotna Halka ujrzała zaś dopiero po dalszych 6 latach (16 II 1854), znów w Wilnie. Spotkała się wówczas z nieprzychylnymi reakcjami, oskarżono ją bowiem o niemoralność i urąganie uczuciom patriotycznym. Wysiłki te nie poszły jednak na marne, skoro pozwoliły młodemu Moniuszce sprawdzić na scenie zalety i niedostatki swego w gruncie rzeczy debiutanckiego utworu. Mając za sobą nowe doświadczenia (operetki Cyganie, Wilno 1852 – ostateczny tytuł Jawnuta, Warszawa 1860, oraz Bettly, Wilno 1852, do libretta Scribe’a Le Chalet, wykorzystanego przez Aubera, 1834 i Donizettiego, 1836), czuł się znacznie pewniej. Co więcej, zdążył dwukrotnie odwiedzić Petersburg, gdzie rozmawiał o Halce z Dargomyżskim. Ten ocenił utwór entuzjastycznie, prawdopodobnie ulegając jego wpływom w swojej Rusałce (1856). W roku 1856 Moniuszko ponownie otworzył zatem partyturę, dopisując duet Jontka z Januszem oraz Tańce góralskie. Zachęcony pozytywną reakcją Teatru Wielkiego w Warszawie, gdzie od roku 1853 dyrektorem był Jan Quattrini, kontynuował pracę nad utworem, we współpracy z Wolskim i pod życzliwym, acz krytycznym okiem przyjaciół. Powstało wówczas kilka najpopularniejszych stronic opery: aria Stolnika i Mazur, wielka aria Halki Gdyby rannym słonkiem i wreszcie aria Jontka z IV aktu Szumią jodły. Ta ostatnia rola przetransponowana została na głos tenorowy. W tej wzbogaconej formie dzieło podzielono na 4 akty. Premiera przyniosła Moniuszce triumf, zyskując rangę wydarzenia nie tylko artystycznego, lecz i narodowo-patriotycznego. Jej data uchodzi odtąd za dzień narodzin opery polskiej. Osiągnąwszy w Warszawie 150 wystawień za życia kompozytora, przed końcem stulecia dzieło przekroczyło ich 500 (9 XII 1900, z okazji 500. przedstawienia, pod batutą Emila Młynarskiego śpiewali Salomea Kruszelnicka – po południu i Janina Korolewiczówna – wieczorem, a obok nich: Stanisław Sienkiewicz – Jontek, Gabriel Górski – Janusz, Maria Bogucka i Maria Skulska – Zofia, Józef Chodakowski, zastępujący chorego Adama Didura, jako Stolnik i Henryk Kawalski – Dziemba). W roku 1935 liczba wystawień sięgnęła zaś tysiąca. 17 III 1867 roku odbyła się – w wersji okrojonej, nie z przy-czyn cenzuralnych, lecz z uwagi na skromne możliwości wykonawców, nieparających się zawodowo sztuką operową – lwowska premiera utworu; utwór odegrano wówczas ok. 40 razy. Niebawem Halka doczekała się premier zagranicznych w Pradze (1868, dyr. Smetana), Moskwie (1869), Petersburgu (1870, dyr. Cui), Kijowie (1874), Rydze (1888), Poznaniu (1898, w wersji niemieckiej), Nowym Jorku (1903), Mediolanie (Teatro Lirico 1905, w wykonaniu amatorów i w przekładzie włoskim barytona Achille Bonoldiego). W roku 1926 odbyła się premiera wiedeńska (Volksoper; następna produkcja na tej samej scenie przyszła w roku 1965, reż. Aleksander Bardini, dyr. Jan Krenz); w roku 1935 premiera niemiecka (Hamburg, dyr. Hans Schmidt-Isserstedt, Hans Hotter jako Janusz) i szwajcarska (Zurych). W Berlinie (1936) w Halce wystąpili Tiana Lemnitz i Marcel Wittrisch. Sławna inscenizacja Leona Schillera (Berlin 1953, wznowienie w Warszawie) stworzyła pewien wzorzec, naśladowany i krytykowany. Opera nie schodzi nigdy z polskiego afisza, wystawiana zawsze przy szczególnych okazjach (np. w ramach inauguracji nowego Teatru Wielkiego w Warszawie 21 XI 1965), na szczęście jednak również ze względu na swe zalety… Za granicą gości wyjątkowo, choć należy podkreślić zasługi, jakie w propagowaniu utworu na świecie po-łożyła Maria Fołtyn, jedna z najwybitniejszych po-wojennych wykonawczyń roli tytułowej. Nic nie dowodzi lepiej pozycji utworu w narodowym repertuarze, jak sporadyczne próby powrotu do wersji wileńskiej (Wilno 1926, Kraków 1931, Warszawa 1986, lecz także Oberhausen 1990).

(Piotr Kamiński, Tysiąc i jedna opera, Kraków 2008)

INSCENIZACJE

Publikacje